Muzycy w górniczych mundurach (6)

Minęło 65 lat od czasu, gdy po raz pierwszy zagrała orkiestra kopalni Konin. W roku jubileuszowym sięgamy do historii, by przypomnieć dzieje muzyków w górniczych mundurach.

Kiedy w 1991 roku Tadeusz Werbiński przeszedł na emeryturę, pałeczkę dyrygencką przejął po nim Wojciech Jankowski, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Poznaniu, były śpiewak i tancerz zespołów „Mazowsze” i „Śląsk”.
Z orkiestrą kopalnianą był związany od 1959 roku, początkowo grał na klarnecie i saksofonie. To on wpadł na pomysł utworzenia zespołu rozrywkowego, składającego się z muzyków orkiestry kopalnianej. Po raz pierwszy grupa wystąpiła na estradzie w 1961 roku w składzie: Henryk Dukiel i Roman Werbiński – trąbki, Hieronim Augustynowicz, Wojciech Jankowski i Ryszard Staszak – saksofony, Franciszek Knycpel – akordeon, Bogumił Piskorz – kontrabas oraz Marian Mencel – perkusja.

Nowy kapelmistrz zadbał o lepsze wyposażenie orkiestry i zmianę repertuaru, dzięki temu zespół przyciągnął utalentowanych młodych muzyków i jego stan zwiększył się z 39 do 56 osób. Wyraźne odmłodzenie orkiestry miało swoje źródło także w przemianach gospodarczych, które nastąpiły na początku lat 1990. Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych sprawiła, że nie zawsze muzycy uzyskiwali zgodę swoich szefów na oddelegowanie z pracy i udział w próbach czy występach. Następstwem tych kłopotów było zmniejszenie się ilości pracowników kopalni w składzie orkiestry.

Najważniejszą osobą po kapelmistrzu był tamburmajor, dyrygujący orkiestrą podczas przemarszu. Jan Wapniarski: Tamburmajor pomaga orkiestrze, żeby mogła właściwie zareagować i trzymać tempo. Jak jest dwudziestu muzyków, to widać, co się dzieje. Ale jak jest pięćdziesięciu, to ci na końcu nieraz nie widzą, a buławę każdy zauważy.

Jan Wielgórecki, który przez wiele lat pełnił funkcję tamburmajora, tak wspominał swoje doświadczenia z buławą: Miałem 18 lat, jak mnie pan Augustynowicz wziął do orkiestry. Występowaliśmy głównie na pochodach i ja już wtedy machałem buławą, bo trudno powiedzieć, że byłem tamburmajorem. Wtedy mgliste pojęcie miałem o buławie – tyle, co mi pan Augustynowicz powiedział. Potem prowadziłem zespół w hucie, a w 199 roku pan Jankowski zaproponował mi powrót do orkiestry górniczej. Zostałem tak zwanym tamburmajorem grającym, bo grałem na saksofonie altowym.
Wtedy moje dyrygowanie to było może 10 procent tego, co dzisiaj potrafię. Kiedy nawiązaliśmy współpracę z Orkiestrą Reprezentacyjną Wojska Polskiego, moje wyjazdy do stolicy i spotkania z tamburmajorem pozwoliły mi zdobyć wiedzę i umiejętność dyrygowania. A to wcale nie jest takie proste. Orkiestra w ruchu musi być widowiskowa, ważna jest nie tylko umiejętność grania, ale i prezencja, kroki, zwroty. Orkiestra musi wiedzieć, co w danym momencie zrobić, gdzie stanąć. Kilka znaków buławą to to znaki standardowe, ale są i takie, które sam wprowadziłem.
Od pięciu lat w górniczej orkiestrze, ze względów oszczędnościowych, rolę tamburmajora sprawuje kapelmistrz.

Oprac. eg

Fot. archiwum (6), Piotr Ordan
1, 2, 4 – Kapelmistrz Wojciech Jankowski
6 – Zespół rozrywkowy Oskard Band Orchestra 1986. Kleczą: Marek Smorawski i Jacek Brzeziński. W pierwszym rzędzie Aleksander Balas, Jan Wielgórecki, Mirosław Jarzębski, Małgorzata Pawlak i Wiesław Augustynowicz. Rząd drugi: Mirosław Kędzierski, Małgorzata Paciorkowska, Andrzej Pawlak, Krzysztof Paciorkowski i Zdzisław Pruszyński. Na górze: Paweł Szramski, Wojciech Ludkowski, Krzysztof Pawlak i Andrzej Tylman.
9 – Wojciech Jankowski i Jan Wielgórecki

 

Dodaj komentarz